Skóra muśnięta słońcem

Po letniej opaleniźnie ma już śladu, tymczasem korzystanie z solarium grozi nie tylko pogłębieniem zmarszczek przebarwień, ale także poważnymi chorobami, z nowotworami skóry włącznie. Ratunkiem dla zmęczonej i poszarzałej cery są kosmetyki brązujące. Nadadzą jej pięknego kolorytu i odejmą lat.

Opalenizna z tzw. tubki przez wiele lat nie cieszyła się zaufaniem klientów. Narzekali na przykry zapach kosmetyków oraz ich końcowy efekt – skóra nierzadko była pomarańczowa. Ale to już przeszłość. Dziś każdy jest w stanie znaleźć coś dla siebie. Kosmetyki samoopalające są dostępne w kilku odcieniach (dla jasnej i ciemnej karnacji), o różnych zapachach (od słodkich i ciężkich kakaowych czy korzennych, przez kwiatowe, po bardzo delikatne, wręcz ulotne) i konsystencji (pianki są lekkie, balsamy rzadkie, kremy gęste ). Jedne wchłaniają się błyskawicznie, inne potrzebują na to kilku minut. Ale już po jednej aplikacji skóra wygląda korzystnie.

Jak działa samoopalacz?

Za zmianę zabarwienia skóry odpowiada związek chemiczny – dihydroksyaceton, w skrócie DHA. Związek ten reaguje z aminokwasami zawartymi w warstwie rogowej naskórka, dając barwne polimeryczne związki – melanoidy. Samoopalacze zawierają bardzo dużą ilość DHA, dlatego ich reakcja na skórę jest bardzo silna i szybka.

 

Pianka opalająca

Pianka błyskawicznie „wchodzi” w skórę, należy więc bardzo dokładnie ją rozprowadzić, by uniknąć zacieków. Efekt jest zadowalający dopiero po trzeciej aplikacji. Niestety opalenizna nie jest trwała, blednie już na drugi dzień, a do tego skóra  wymaga intensywnego nawilżenia. Zapach bywa jest mało kuszący, ale dość szybko ulatnia się.

Klasyczny balsam brązujący

Zazwyczaj ma apatyczny zapach i łatwo się rozsmarowuje, choć potrzebuje paru minut więcej na wchłonięcie niż pianka. Efekt pojawia się już po drugiej aplikacji i utrzymuje się ok. 2 dni. Przy dobrze przygotowanym ciele nie ma szans, by pojawiły się szpecące plamy czy zacieki. Skóra jest przyjemnie nawilżona.

Balsam brązujący pod prysznic

Aplikacja jest jak bułka z masłem – balsam nakładamy na umyte, wilgotne ciało, pilnując, by nic nie spłynęło. Kosmetyk spłukujemy po upływie ok. 3-4 minut i gotowe. Skóra jest muśnięta słońcem. Czynność warto powtórzyć następnego dnia. Zapach balsamu jest przyjemny, choć delikatny i bardzo szybko znika, tuż po zmyciu kosmetyku. Trwałość opalenizny 2-3 dni.

Krem samoopalający

Jest gęsty, lepki, wymaga precyzji przy nakładaniu. Wystarczy chwila nieuwagi i zbyt gruba warstwa kosmetyku przy kostkach, łokciach i kolanach, by pojawiły się zacieki. Efekt widoczny jest za to już po pierwszej aplikacji i utrzymuje się do trzech dni. Przy powtórnej aplikacji opalenizna cieszy oko do 5 dni. Skóra po kremie jest nie tylko dobrze nawilżona, ale i odżywiona. Niestety, takie samoopalacze potrzebują więcej niż 5 minut na wchłonięcie i jeśli za szybko nałożymy ubranie, może się ono trwale zabarwić na pomarańczowo.

Samoopalacz w sprayu

To produkt wymagający sprytu i doświadczenia, ale szybko daje spektakularny efekt. O ile łatwo aplikować go na twarz, o tyle z ciałem mogą być problemy. Pompki działają tylko w pionie, więc samodzielna aplikacja kosmetyku na trudno dostępne partie ciała, tj. plecy, biodra, pośladki jest praktycznie niemożliwa. Trudno przesadzić z jego ilością, więc zacieki nam nie grożą, nawet na kostkach czy kolanach. Samoopalacz w tej formie błyskawicznie się wchłania, już po kilku minutach można założyć ubranie nie ryzykując jego zniszczenia. Jedna aplikacja wystarczy, by uzyskać efekt wow! Po dwóch wygląda się jak po letnim urlopie, trzy warstwy to przesada. Opalenizna utrzymuje się do trzech dni, schodzi równomiernie.

Zachowaj kolor na dłużej

Nie spiesz się z pierwszą kąpielą – to pozwoli sztucznej opaleniźnie się utrwalić. Nie szoruj skóry szczotką ani rękawicą do mycia. Unikaj peelingów, wizyt w saunie, przesiadywania w jacuzzi, kąpieli w basenie.  Mokrą skórę delikatnie osuszaj ręcznikiem. Ciało nawilżaj przynajmniej dwa razy dziennie.